Spotlight 2015
niedziela, maja 01, 2016Angielskie słowo "spotlight" można przetłumaczyć jako "reflektor" lub "nakierowywanie na coś uwagi otoczenia". Tym właśnie zajmują się reporterzy tytułowego działu w gazecie "The Boston Globe" – biorą na warsztat mało popularne, a zarazem palące dla lokalnej społeczności tematy. Następnie po wnikliwym, trwającym nierzadko wiele miesięcy dochodzeniu przedstawiają jego wyniki opinii publicznej. Na życzenie nowego redaktora naczelnego Marty'ego Barona bohaterowie mają przyjrzeć się sprawom przestępstw seksualnych dokonywanych przez miejscowych duchownych. Szybko okazuje się, że skala zjawiska jest zatrważająca, a co gorsza, gwałciciele pozostają bezkarni. Tempo jest wartkie, rozmowy przypominają zazwyczaj wymianę ognia, a pęczniejąca od szczegółów fabuła nawet przez moment nie traci na klarowności. To kino w starym, dobrym stylu: pozbawione formalnych i narracyjnych fajerwerków, bazujące przede wszystkim na błyskotliwym dialogu i aktorskiej chemii. Reżyser sięga nawet po zbitkę montażową, bez której nie może obejść się żaden film o dziennikarzach: reporterzy nurkują w archiwach, wertując opasłe teczki przy pomocy lupy i linijki; przy bibliotecznym biurku (z obowiązkową zieloną lampą na blacie!) wgryzają się w fachowe podręczniki; wreszcie krążą od domu do domu w poszukiwaniu potencjalnych świadków.

0 komentarze